Wspólnik pod znakiem zapytania

Wspólnik pod znakiem zapytania

Zanim podzielę się uwagami na temat tego, co jest nie­zbędne przy zatrudnianiu, chciałabym omówić dwie grupy ludzi, którzy nie są pracownikami w pełnym tego słowa zna­czeniu, ale raczej osobami wybieranymi do współpracy, które mogą nam pomóc osiągnąć sukces. Jedną z nich są wspólni­cy, drugą konsultanci-doradcy.

Wielu przedsiębiorców otwiera firmę ze wspólnikiem. Ta­ka osoba może po prostu zapewniać finansowy wkład do przedsięwzięcia, ale także bardziej aktywny partner może wnieść inne umiejętności niż Twoje czy też zainwestować, podobnie jak Ty, wkład własnej pracy. Przykładowo w branży nieruchomości jeden ze wspólników może być lepszy w wy­szukiwaniu lokali, ustalaniu, co należy zrobić, by podnieść ich wartość, i w podejmowaniu decyzji o sposobie i terminie sprzedaży. Drugi z kolei może być specem budowlanym, któ­ry organizuje pracę, załatwia pozwolenia, kompletuje załogę i nadzoruje wykonanie. W małej, garażowej firmie jedna oso­ba może zajmować się wzornictwem i produkcją wyrobów, podczas gdy druga zajmuje się reklamą i sprzedażą.

Dodatkowy znaczący pożytek z posiadania wspólnika to wsparcie psychologiczne, wynikające ze świadomości, że nie jesteśmy skazani na siebie samych w staraniach, aby coś za­częło funkcjonować. Bez względu na to, jak wiele zapału masz dla swojej firmy, każdego niemal dnia może zdarzyć się coś niespodziewanego i często niestety tak się dzieje. Może to być coś tak poważnego jak śmierć kogoś w rodzinie, Twoja niespodziewana choroba czy wypadek wymagający pilnej opieki medycznej. Czasami jesteś zmuszony zostać w domu, bo opiekunka do dziecka nie przyszła do pracy lub zdarzyło się coś innego, co wymaga Twojej całkowitej uwagi. Gdy wszystko spoczywa tylko na Twoich barkach, borykanie się z takimi wypadkami może doprowadzić Cię do stanu, w któ­rym zaczniesz się zastanawiać: ?Jak sobie to wyobrażałem? Z takimi problemami nigdy nie poprowadzę dobrze prospe­rującej firmy”. Właśnie w takich chwilach dobry wspólnik jest mile widziany. Czyż nie byłoby cudowne, gdyby ktoś powie­dział: ?Proszę, weź wolne. Jest Ci to potrzebne. Ja mogę po­prowadzić wszystko pod Twoją nieobecność. Zadzwoń, daj mi znać, jak wszystko idzie, i nie myśl, że musisz wracać, za­nim sprawa będzie załatwiona. Wszystko będzie dobrze”.

Na nieszczęście wiele spółek powstaje, bo przyjaciele ze wspólnymi zainteresowaniami dochodzą do wniosku, że ra­zem będzie im się dobrze pracować. Możesz być mocno związany z przyjacielem, lecz ta więź może nie stanowić gwa­rancji powodzenia wspólnego przedsięwzięcia. Rozważenie, czy spółka się powiedzie, wymaga zadania podstawowych py­tań: Co każdy z nas wnosi do interesu i czy wartość tych wkładów jest taka sama? Czy nasze umiejętności się uzupeł­niają? Czy będziemy równo dzielić się pracą, czy też jeden z nas będzie chciał robić tylko to, co lubi? Czy jesteśmy zgodni, jeśli chodzi o podział pracy, wspólną własność, reinwestowanie zysków w firmę, a także co do naszego ostatecz­nego celu? Nie bierz wspólnika, dopóki nie znasz odpowiedzi na te pytania.

Zastanów się nad tym wszystkim powoli i z rozwagą. Ważne, aby wyzwolić się z emocji i popatrzeć na to zarów­no realistycznie, jak i obiektywnie. Każda potencjalna spół­ka jest inna. Prawdą jest, że niektóre dobrze funkcjonują­ce formy zostały założone przez świetnie dogadujących się ludzi. Z drugiej strony jest oczywiście wiele innych przy­kładów obrzydliwych kłótni, które zniszczyły przyjaźń i fir­mę. W ?Martha Stewart Living” byłam zawsze główną wła­ścicielką i wizjonerką. Pomimo to uważam kilka spośród pracujących ze mną od początku osób za wspólników. By­li także inni współdziałający ze mną ludzie, którzy w nie­oceniony sposób przyczynili się do sukcesu mojej firmy. Niektórzy z nich odeszli, ale zostali godziwie wynagrodze­ni, a w czasie kiedy wnosili swój wkład pracy w Martha Stewart Living Omnipedia, byli traktowani jak mniejszo­ściowi wspólnicy.