Tak właściwie, to po co Ci gotówka?

Tak właściwie, to po co Ci gotówka?

Dla większości z nas pierwszy kontakt z bankomatem może sta­nowić pewien kłopot. Ale zapewniam, że już przy drugim po­dejściu jesteś w stanie oswoić tę maszynę. A po kilku razach możesz być przewodnikiem dla tych, którzy pierwszy raz…

Co do jednej rzeczy musisz być pewien: praktycznie nie unikniesz kontaktu z bankomatem. Jeśli otworzyłeś konto w banku (a pewnie musiałeś to zrobić, bo firma już nie chce wypłacać pensji w gotówce), to bank na pewno wyposażył Cię w co najmniej jedną kartę – taką, która może posłużyć do wypłacania gotówki z bankomatu albo w okienku bankowym.

Ale jak to zrobić? Możesz po prostu pójść do oddziału banku, gdzie w okienku oznaczonym wielokolorowymi logo or­ganizacji kartowych chętnie wypłacą Ci gotówkę. Podasz kar­tę, powiesz ile chcesz, i jeśli wszystko pójdzie dobrze, w cią­gu kilku minut otrzymasz gotówkę, za co oczywiście zapłacisz później stosowną prowizję.

No dobrze, ale co na tym skorzystasz? Niewiele. Będziesz musiał dostosować się do godzin otwarcia banku. No i grozi Ci wystawanie w kolejkach, a to oznacza dodatkowy stres (a nuż kasjerka zamknie okienko przed nosem i pójdzie na „przerwę obiadową”) no i pewną stratę czasu.

Znacznie lepszym wyjściem jest skorzystanie z bankomatu. Tu nie musisz obawiać się odbicia od zamkniętych drzwi czy złego humoru urzędniczki. No dobrze, ale jak sobie poradzić z tym urządzeniem?

 

Tak właściwie, to po co Ci gotówka?

Zacznę od stwierdzenia, które może Cię zaskoczyć: staraj się jak możesz unikać gotówki!

Wszelkie rodzaje kart bankowych wymyślono właśnie po to, byś mógł zapomnieć o używaniu gotówki. Żebyś nie szukał nerwowo w portfelu banknotów. Żebyś nie obawiał się kieszonkowców. Żebyś mógł szybko i wygodnie rozliczać się kartą, czyli bezgotówkowo. A jaka jest rzeczywi­stość? W 2000 r. ponad 80% obrotów kartami „zrobiły” wypłaty z bankomatów. Dlaczego?

Po pierwsze, kochamy banknoty i czujemy się pewnie mając ich plik w portfelu. Na to nie ma lekarstwa, tak nas wychowano i basta. Ale takie przyzwyczajenia mogą się zemścić. Jeśli ukrad­ną Ci kartę — a to zdarza się coraz częściej — masz spore szanse na uratowanie pieniędzy, utrata gotówki z portfela jest praktycz­nie nieodwracalna.

Po drugie, nie wszędzie możesz użyć karty. Choć liczba punktów akceptujących w Polsce karty zbliżyła się już do 100 tysięcy, to przyrost jest widoczny głównie w miastach i to w ich częściach handlowych (zwłaszcza w nowych centrach handlowych, gdzie każdy sklep przyjmuje karty). Powodem ta­kiego stanu rzeczy są, nie tylko (i nie przede wszystkim), trud­ności techniczne. Punkty handlowe płacą spory haracz, głów­nie na rzecz organizacji płatniczych. W dobie ostrej walki sklepów o klienta, nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić.

Dlatego nadal w wielu miejscach w Polsce po wyciągnięciu karty możesz się spotkać z uśmiechem politowania i radą, by poszukać najbliższego bankomatu.

Po trzecie, byłbyś bardzo rozrzutny wykorzystując kartę do drobnych zakupów. Na kupno biletu autobusowego, zapalnicz­ki, gazety lepiej zostawić sobie w kieszeni trochę drobnych.

Kiedy gonimy autobus, liczą się sekundy, a transakcja karto- wa zajmuje zwykle nie mniej niż pół minuty. Poza tym użycie karty kosztuje — czasem użytkownika karty, zawsze punkt han­dlowy — zatem punkty handlowe nie przyjmą zapłaty kartą za niską wartość, np. 1-2 zł.

Trochę (albo i więcej) papierowych pieniędzy warto też przygotować na sytuacje awaryjne, takie jak „zawieszenie się” systemu autoryzacji kart. Dzieje się tak, gdy pojawiają się kłopoty z łącznością („koparka przerwała kabel”), przerwy tech­niczne wywołane zmianami w systemie komputerowym itd.