Oszustwa kartowe

Oszustwa kartowe

Wiesz już zatem, jak sobie radzić, kiedy padniesz ofiarą pospo­litego przestępstwa, w efekcie którego saldo na Twojej karcie może zostać poważnie nadszarpnięte. Ale niebezpieczeństw jest znacznie więcej i kradzież karty jest tylko jednym z nich.

Nie chodzi mi o to, by Cię niepotrzebnie zastraszyć, ale o to by uświadomić, że przestępcy kartowi są coraz groźniejsi. Bywają świetnie wyposażeni i wyszkoleni, choć równie często są prostymi pracownikami sieci handlowych, którzy — mimo iż nie mają ani ogromnej wiedzy, ani wyposażenia technicznego – mogą spowodować wielkie straty.

Posta­nowiłem bowiem przedstawić przykłady oszustw kartowych, które zostały wykryte i podane do wiadomości publicznej.

Oczywiście poniższe przykłady nie dają pełnego obrazu. Katalog pomysłów kartowych naciągaczy wydłuża się bowiem z dnia na dzień i czeka nas zapewne jeszcze wiele niespodzia­nek. Niektóre ze znanych przypadków są jednak bardzo cha­rakterystyczne.

 

Zapłacił kartą Billa Gatesa

Mylisz się myśląc, że karty wielkich tego świata są chronione lepiej niż Twoje plastiki. Wręcz przeciwnie! Oszustów kuszą przede wszystkim karty VIP-ów, bo mają one zawsze bardzo wysokie limity wydatków.

Jedną z ofiar stał się Bill Gates, szef Microsoftu i jeden z najbogatszych ludzi świata. Jego strata miała jednak charak­ter głównie moralny, nie finansowy — posługując się numerami karty Gatesa złodziej kupił i przesłał mu pudełeczko Viagry. Chciał bowiem udowodnić – i to mu się udało — że system bezpieczeństwa samego Microsoftu wcale nie jest zbyt bezpieczny.

W całej tej historii najciekawsze było to, że oszustem oka­zał się zaledwie dziewiętnastoletni haker komputerowy z małe­go miasteczka w Walii. Chłopak ten, zanim dobrał się do Gatesa, ściągnął nielegalnie z Internetu dane ponad 23 tys. właścicieli kart kredytowych, którzy korzystali z usług kilku firm handlowych w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.

 

Z kamerą wśród kart

Inny przypadek, tym razem ze Stanów Zjednoczonych. Pomy­słowi przestępcy ustawili w jednym z centrów handlowych… fałszywy bankomat. Próba wypłaty z niego gotówki kończyła się — już po wsunięciu karty i podaniu PIN-u — komunikatem, że transakcja nie może zostać zrealizowana. Klient więc zgod­nie ze wskazówkami wypłacał pieniądze w innym urządzeniu. Przestępcy jednak już mieli dane jego karty i mogli działać. Przez miesiąc łupem autorów „fałszywki” padło ponad 100 tys. dolarów.

Wróćmy jednak do Polski. Mamy tu coraz częściej do czy­nienia z fałszowaniem kart płatniczych — od wykonania zupeł­nie nowej karty na podstawie oryginału, przez fizyczne prze­rabianie (np. zmianę numeru, czy daty ważności, poprzez zestruganie i doklejenie lub sprasowanie i ponowne wytłocze­nie), aż do zmiany zawartości danych w pasku magnetycznym.

Na początku 2001 roku wrocławska policja zatrzymała grupę, która korzystając ze specjalistycznego sprzętu elektro­nicznego podrabiała karty, a następnie opróżniła prywatne kon­ta z ok. 300 tys. zł.

Przestępcy montowali na bankomatach różnych banków w całej Polsce niby-reklamy z minikamerami i nadajnikami radio­wymi, dzięki którym poznawali PIN-kody wstukiwane przez właścicieli kart. Dodatkowy sprzęt (skaner do odczytywania danych z paska na karcie oraz nagrywarkę) umieszczali tuż pod kieszenią, do której wsuwa się kartę.

W stojącym niedaleko bankomatu samochodzie, znajdowa­ła się pozostała część sprzętu, czyli zestaw do odbioru i nagry­wania obrazu wysyłanego przez minikamerę (antena, wzmac­niacz, wideo, akumulator). To wszystko było podłączone do laptopa, który zapisywał dane na dyskietkach. Później już w domu, spokojnie, tworzyli własne karty, do których mieli PIN-y.

Inny rodzaj przestępstwa „w stylu techno” także został do­konany w Polsce. Tym razem grupa przestępców parała się przerabianiem kart poprzez zmienianie ich numerów, nazwisk użytkowników i zapisu danych w paskach magnetycznych. Ta działalność nie miałaby szans powodzenia, gdyby nie to, że członkiem grupy był pracownik jednego z centrów rozliczenio­wych, który przekazywał dane prawdziwych kart. A jego kom­pani mogli dowolnie klonować „plastiki”.