Naprawdę konstruktywna krytyka

Naprawdę konstruktywna krytyka

Jeśli chodzi o zarządzanie, to kieruję się instynktem. Szu­kam rad i zbieram je, ale to ja ponoszę odpowiedzialność za to, co moje przez lata nabywane instynkty nakazują mi zrobić – w sprawach dotyczących strategii, kierunku, ludzi. Takie jest życie przedsiębiorcy. Właściciel firmy jest odpowiedzialny za wizję i za sposoby jej realizacji.

 

Jedną z nieco kontrowersyjnych technik zarządzania, w którą ja akurat wierzę, jest stała, wewnętrzna krytyka na­szych wyrobów. Zawsze surowo oceniamy każde wydanie ?Martha Stewart Living” i szczerze mówiąc, przypuszczam, że mój zespół czeka na te sesje. Jest dla nich bowiem bardzo ważne, żebyśmy się stale wzajemnie korygowali, i starannie unikają potem powtarzania wskazanych błędów. Tylko przez otwartą dyskusję na temat tego, co działa, a co nie, zespół może się rozwijać. Kilku moich dyrektorów kwestionuje to podejście. Uważają, że te sesje zniechęcają niektórych pra­cowników lub ranią ich uczucia. Ja sądzę, że im częściej od­bywają się takie otwarte dyskusje, tym łatwiej jest ocenić kul­turę środowiska. Wiem, że wymagam od siebie samej więcej, niż kiedykolwiek wymagałam od moich pracowników. Wie­rzę, że to właśnie jest podstawą tworzenia wysokich standar­dów i, co nawet ważniejsze, jakiejkolwiek zmiany. Twoi pra­cownicy potrzebują przewodnictwa, aby poprawiać się i osią­gać nowe, wyższe poziomy. Jeśli opierasz się zmianom lub je odrzucasz, możesz równie dobrze porzucić biznes. Musisz umieć się zmieniać!