Lojalność popłaca

Lojalność popłaca

Karty bankomatowe, debetowe, obciążeniowe — to już całkiem spora różnorodność. Każdy znajdzie tu ofertę, która będzie mu najbardziej pasowała. Zatem wydawałoby się, że świat kart osiągnął docelowy kształt, w którym mógłby pozostać przez całe lata.

Prawda? Nieprawda. Pomysłowość ludzka, szczególnie gdy dotyczy zarabiania pieniędzy, nie zna granic. Banki, wpa­dły na pomysł, by połączyć siły z innymi instytucjami – zarów­no komercyjnymi, jak i np. charytatywnymi. Te chętnie „we­szły” w nową branżę widząc w tym szansę na zwiększenie dochodów, przyciągnięcie nowych klientów i utrzymanie dotychczasowych. Powstała cała nowa klasa produktów kartowych, którymi jesteś codziennie kuszony w setkach innych miejsc niż tradycyjne oddziały banków.

Podkreślam, że nie mówię tu o kartach rabatowych, wyda­wanych przez sklepy czy restauracje, ale o produktach wy­dawanych przez lub we współpracy z bankami — jednym sło­wem wyłącznie o prawdziwym „plastikowym pieniądzu”, tyle, że mniej czy bardziej schowanym pod płaszczykiem innych instytucji.

 

Pierwszą i największą grupę stanowią karty, które są powiąza­ne z programami lojalnościowymi, tzn. związującymi mocniej klienta z obsługującą go instytucją. Innym gatunkiem są karty z angielska zwane co-branded, a firmowane przez banki i dru­gą instytucję komercyjną. Te dwie grupy kart „mieszanych” są bardzo różnorodne, ale można je dość łatwo rozdzielić.

Karty lojalnościowe służą przyciągnięciu i utrzymaniu klien­tów firm handlowych, najczęściej sieciowych (linii lotniczych, stacji benzynowych, operatorów komórkowych, sieci barów szybkiej obsługi). Te karty nagradzają albo za liczbę wizyt, al­bo — znacznie częściej — za wydawane kwoty. Jako klient zbie­rasz punkty, które są zliczane np. przez elektroniczny chip za­instalowany na Twojej karcie lub przez centralny system komputerowy. Po zebraniu określonej liczby punktów (zasady są oczywiście znane z góry) uzyskujesz prawo do rozmaitych nagród: od darmowej coli, przez dodatkowy bak benzyny, po bilety lotnicze. Niektóre firmy przygotowują dla uczestników swoich programów lojalnościowych całe katalogi z „fantami , na które można zamieniać zebrane punkty.

Kiedy wykorzystujesz te bonusy, zawartość Twojego „kon­ta” punktowego odpowiednio spada. Możesz ją odbudować dokonując kolejnych transakcji kartą. Itd.

Korzyści dla zainteresowanych stron są oczywiste. Ty dosta­jesz wygodne narzędzie do dokonywania zakupów i jesteś do­datkowo nagradzany za używanie karty (tych nagród nie zy­skasz dokonując zakupów za gotówkę). Wydawca karty mocniej związuje Cię ze sobą, zaś sklep, w którym robisz pre­miowane zakupy, zwiększa obroty. Nic dziwnego, że kart lo­jalnościowych przybywa na polskim rynku, choć nadal są to skromne początki.

Przykłady kart lojalnościowych: Profit — sieci komórkowej Idea Centertel, Smart – sieci stacji benzynowych Shell, Vitay – stacje PKN Orlen, czy Oualiflyer – LOT, Swissair i pozostałe linie lotnicze tworzące grupę o tej nazwie.

Karty co-branded, oprócz logo banku, zawsze noszą logo drugiej instytucji, która firmuje „plastik”. Jest to bowiem pro­dukt, który ma służyć dwóm instytucjom: bankowi, który żyje z obracania pieniędzmi klienta, i firmie komercyjnej, której wysiłki koncentrują się na zdobyciu i przytrzymaniu klienta. Z połączenia tych dwóch celów wychodzą karty, które, z jed­nej strony, mogą służyć jak tradycyjne karty płatnicze (mają lo­go jednej z organizacji płatniczych i wszystkie związane z tym przywileje), a z drugiej — w sposób szczególny traktują klien­tów wybranej firmy. Dają im prawa do różnego rodzaju zniżek i ofert specjalnych, czy też po prostu do gromadzenia punk­tów, które mogą zamieniać na produkty czy usługi.

Szczególnym rodzajem kart co-branded są produkty zwane z angielska affinity Cards, wydawane przez bank wspólnie z organizacją klubową, do której należy użytkownik. W przy­padku takiej karty zwykle nie ma mowy o dodatkowych bo­nusach. Liczy się przede wszystkim fakt, że pokazując tę kar­tę ujawniasz swoją przynależność do ekskluzywnego grona jej posiadaczy.