Jeśli słowo ryzyko czyni Cię nerwowym

Jeśli słowo ryzyko czyni Cię nerwowym

Dla mnie dobrze ocenione ryzyko jest inwestycją w siebie i w moich pracowników. Za beztroski przypadek uznałabym, gdybyś nagle zgodził się połączyć swoją firmę z firmą kogoś, kto siedział obok Ciebie w samolocie w czasie długiego lotu i kto, w jakiś szczególny sposób zrobił na Tobie wrażenie. Do­brze ocenione ryzyko wymaga dokładnego prześledzenia deta­li, przeanalizowania liczb, spędzenia czasu z przyszłym partne­rem, zrozumienia go, poznania stylu i wartości jego biznesu. Tylko wtedy możesz zdecydować, czy jest to mądra inwestycja.

Kiedy planujesz biznes albo go rozwijasz, trudno zdecydo­wać się, jakiego rodzaju inwestycje są potrzebne. Oto kilka wskazówek.

Po pierwsze, inwestuj w siebie. Poświęć czas i pieniądze na zgłębienie wszystkich detali Twoich zainteresowań, aż staniesz się ekspertem. Kiedy poczujesz się już specjalistą, nie spędzaj zbyt dużo czasu na zajmowaniu się swoją pasją. To może być ekscytujące, ale czas to pieniądz. Musisz widzieć swoją drogę perspektywicznie. Musisz poświęcić potrzebny czas i środki, aby rozwinąć swoją wiedzę, czy to formalnie, czy też nie. Bill Gates wiele zaryzykował, inwestując w swoją wizję i porzuca­jąc Harvard, by zrealizować swoje marzenia. Z drugiej strony Susan Hanneman podjęła wykalkulowane ryzyko, kończąc pracę z nami jako redaktor i wracając do szkoły, aby otrzymać dyplom MBA i mieć większe możliwości w swoim zawodzie. To były dwa dobre wybory. Oczywiście każda sytuacja jest inna, wyjątkowa i stanowi odrębne wyzwanie.

Kiedy pracowałam nad wizją książki Entertainment, na­uczyłam się wszystkiego, czego mogłam, o fotografowaniu żywności, wzornictwie książki, drukarstwie i prezentacji żyw­ności. Gdybym słuchała wielu negatywnych komentarzy do­tyczących wydania tego typu książki, mój projekt nigdy nie ruszyłby z miejsca. Wiedziałam, czego chcę i jak ma to wy­glądać. Nie byłam profesjonalnym fotografem, ale nauczyłam się, jak działają różne aparaty fotograficzne, jakiego rodzaju zdjęcia można nimi robić. Poznałam techniki oświetleniowe najbardziej odpowiednie do otrzymania efektów, jakie chcia­łam uzyskać w mojej książce. Spędziłam wiele czasu, ogląda­jąc albumy malarstwa i fotografii, aby nauczyć się, jak ekspo­nować zdjęcia w najbardziej interesujący sposób. Rozumia­łam, że aby osiągnąć cel, muszę nauczyć się tak wiele, jak tylko możliwe na temat tych umiejętności i technik. Nie mo­głabym i nie chciałabym udawać, że posiadam tę wiedzę.

To był kluczowy element pogadanek na temat biznesu, ja­kie prowadziłam dla współwięźniarek w Alderson. Powiedzia­łam im, aby rozpoczęły od wiary w siebie. Wiedzy, że jesteś silna, zdolna i możesz zrobić wszystko, do czego zechcesz się przyłożyć. Kiedy sobie to uświadomisz i zidentyfikujesz swo­je zainteresowania, inwestuj w siebie. Ustal, jaka wiedza jest Ci potrzebna, jakiego rodzaju doświadczenia i umiejętności będziesz potrzebować do robienia tego, co Cię interesuje i co zapewni Ci utrzymanie. Nie traktuj tego jak czekania na oka­zję czy odsiadywania szkolenia – traktuj to jako inwestowanie w swoją przyszłość. Ta przyszłość będzie bardziej owocna i satysfakcjonująca dzięki dobrze skalkulowanemu ryzyku, które podejmujesz dzisiaj. Jeśli będziesz kierować się swoimi zainteresowaniami i podejmiesz pracę w dziedzinie, którą lu­bisz – nie będziesz czuł, że pracujesz.

Wracam myślami do przyjemności, jaką wiele lat temu da­wała mi praca modelki. Lubiłam pozować do zdjęć, ale czy mogłam przypuszczać, że pewność siebie, jakiej nauczyłam się podczas stania przed obiektywami, będzie wiele lat póź­niej przynosić pożytki w moim biznesie? Przypomina mi się też inny szczegół, o którym Steve Jobs wspomniał w przemó­wieniu na uniwersytecie Stanford. Powiedział studentom, że kiedy porzucił studia, zafascynowała go kaligrafia i aby się jej nauczyć, poszedł na kurs. Był zauroczony tą piękną formą pi­sma. Dzisiaj uważa, że owo zainteresowanie przyczyniło się do tego, że komputery Macintosh wyróżniają się spośród in­nych typografią.

Po drugie, kiedy zainwestujesz we własne wykształcenie, zanim zdecydujesz co dalej, wyjmij swój teleskop. Nastaw obiektyw na długoterminowe plany i zainwestuj w to, co po­może Ci je zrealizować, nawet jeśli wymaga to krótkotermi­nowych wyrzeczeń.

Na przykład aby zostać architektem i samodzielnie zapro­jektować jakiś budynek, trzeba mieć wiele lat doświadczenia i odbyte nisko płatne praktyki budowlane. Miasta takie jak Nowy Jork czy Los Angeles są wypełnione ludźmi marzącymi o karierze aktorskiej, którzy pracują w restauracjach i miesz­kają wspólnie, aby móc opłacić kursy aktorskie i mieć czas w ciągu dnia na wzięcie udziału w castingach. Wszyscy liczą na wielką, zmieniającą życie szansę i myśl o tym jest tak eks­cytująca, że wszystkie poświęcenia są warte tej stawki.

Na drodze do stawania się przedsiębiorcą przychodzi mo­ment, kiedy wiesz, w którą stronę chcesz podążyć. Przyglą­dasz się dokładnie temu, co jest potrzebne, aby tam dotrzeć, i  ruszasz w drogę, która na początku bardziej przypomina studencką wycieczkę po Europie niż pierwszej klasy podróż Orient Expressem. W 1990 roku, kiedy przekonałam Time Warner do wydania mojego pierwszego czasopisma ?Martha

Stewart Living”, firma wielkodusznie ofiarowała nam coś, co w moim przeświadczeniu było absolutnie najgorszym po­mieszczeniem biurowym w całym budynku Time-Life na Manhattanie. Jedną z wielu rzeczy, jakie bawią mnie w wyda­waniu czasopism, jest to, że, przy wszystkich tych estetycz­nych, luksusowych zdjęciach z przejrzystych rozkładówek, firmy produkujące to całe piękno często mieszczą się w zatło­czonych, bezbarwnych kanciapach, pękających w szwach od stosów książek, gazet, katalogów, zdjęć, notatek, materiałów prasowych i makiet poprzypinanych do ścian.

W tym początkowym okresie, kiedy staraliśmy się poka­zać, co umiemy, wiele czasu spędziłam z Gael Towey i Isolde Motley – moim pierwszym redaktorem, ustawicznie potrąca­jąc się w naszym zatłoczonym, przegrzanym i dusznym biu­rze w budynku Time-Life. Pokoje biurowe znajdowały się bezpośrednio nad piętrem z urządzeniami grzewczymi i wen­tylacyjnymi. Biura wibrowały, a znajdujące się piętro niżej maszyny dosłownie ogrzewały podłogę. Wciąż jeszcze pamię­tam, jak puchły mi stopy za każdym razem, kiedy dłużej pra­cowałam w biurze.

Tak, myślę o tych dniach z czułością. Próbowaliśmy coś udowodnić – naszemu wydawcy, sobie samym, światu. Byli­śmy grupą entuzjastycznych, energicznych przedsiębiorców i nie dopuszczaliśmy myśli, aby takie drobiazgi jak małe biu­ro czy nawet spuchnięte stopy przeszkodziły naszym marze­niom. Oszczędzaliśmy na wszystkim, co nie wpływało na ja­kość produkcji. Nie narzekaliśmy na pomieszczenia, bo chcieliśmy namówić naszego wydawcę na zwiększenie wydat­ków na fotografie i projekty graficzne. To były cele, jakie chcieliśmy osiągnąć. Podjęliśmy dobrze skalkulowane ryzyko, chwilowo wyrzekając się osobistych wygód, a w zamian bu­dując coś, co miało być trwałe i co miało z nawiązką wyna­grodzić nas osobiście i zawodowo. I dokładnie tak się stało. To samo może spotkać Ciebie, jeśli mądrze w siebie zainwe­stujesz.