Jak jej używać?

Jak jej używać?

Karty kredytowej możesz używać na podobnych zasadach, jak innych kart. Możesz nią dokonywać zakupów towarów i usług we wszystkich punktach, które akceptują karty płatnicze. Mo­żesz też, w razie konieczności, wypłacać gotówkę w bankoma­tach czy oddziałach banków.

Największa różnica między tymi a innymi kartami wynika z oprocentowania kredytu. O ile kredyt ratalny, np. przy kup­nie lodówki na wiosnę 2001 roku był oprocentowany średnio na 20%, o tyle za kredyt kartowy płaciło się co najmniej 30% (wyjątkiem było 25% za Partnera w Pekao SA).

Skąd taka różnica? Jak już napisałem — płacisz za wygodę i szybkość pożyczania pieniędzy z banku. Nie biegasz całymi dniami zbierając potrzebne dokumenty, nie musisz przedstawiać dodatkowych zabezpieczeń ani błagać kolegów, by zostali Twoimi żyrantami. Za te wszystkie przywileje musisz bankowi dodatkowo zapłacić.

Ale wysokość oprocentowania i warunki przyznania to nie jedyne co różni kredyty plastikowe od „normalnych”. Kupując na raty lodówkę czy biorąc kredyt gotówkowy (czyli na do­wolny cel), wiesz z góry, jak długo będziesz go spłacać i w ja­kich miesięcznych czy kwartalnych ratach (pod warunkiem, że oprocentowanie pożyczki jest niezmienne).

 

Zadłużając się na kartę kredytową niczego nie decydujesz z góry. Kredyt możesz spłacać latami, a wysokości rat i odse­tek mogą być co miesiąc inne. Co sprawia, że bank jest dla nas taki miły? Czyste wyrachowanie. Godząc się na dłuższą spła­tę bank liczy na wpływ znacznie większych — bo rozciągniętych w czasie – odsetek.

Zwykle banki żądają tylko, byś co miesiąc spłacał pewną mi­nimalną część długu. Najczęściej jest to 5% kwoty zadłużenia, choć np. w Millennium musisz spłacać 10% zadłużenia z karty American Express. Poza limitem procentowym jest też zwykle kwotowy: jesteś zobowiązany spłacać jednorazowo nie mniej niż 30-50 zł.

Banki dają Ci też unikalną szansę, byś nie płacił żadnych odsetek. Niewiarygodne? Owszem, a jednak możliwe.

Działa to w bardzo prosty sposób. Jak już wiemy, rozlicze­nie transakcji kartowych odbywa się raz w miesiącu (załóżmy, że 5 dnia każdego miesiąca). Przez telefon, Internet albo z li­stu przesłanego zwykłą pocztą, dowiadujemy się, że nasze za­dłużenie wynosi np. 1000 zł.

Bank daje zwykle (od wystawienia wyciągu) 14-20 na­stępnych dni na uregulowanie zadłużenia. Możesz wpłacić owe minimalne 5% (50 zł) i od pozostałych 950 zł bank naliczy nam stosowne odsetki.

Druga możliwość jest taka, że do 19 dnia miesiąca spłaci­my całe 1000 zł. Wówczas Twój dług będzie wynosił 0 zł, czyli bank nie będzie miał od czego naliczyć odsetek.

Co daje Ci taka furtka? W praktyce możliwość zaciągnię­cia na 45, a nawet 50 dni (od 6 dnia jednego miesiąca do 19 dnia następnego) kredytu, od którego nie zapłacisz ani grosza odsetek.

Takie manewry wymagają jednak niezwykłego hartu ducha i dyscypliny finansowej. Poza tym, by je dobrze wykorzystać, musisz poznać jeszcze kilka dodatkowych zasad.

Po pierwsze, odsetek możesz uniknąć tylko wtedy, gdy cał­kowicie zrezygnujesz z wypłat gotówkowych. W przeciwnym razie bank policzy sobie, i to słono, za pieniądze, które pobra­łeś z bankomatu.

Po drugie, w niektórych bankach zostaniesz potraktowany jeszcze surowiej. Otóż musisz się liczyć z tym, że jeśli nie spła­cisz w terminie całego długu powstałego w efekcie transakcji bezgotówkowych, bank naliczy Ci odsetki nie od kwoty pozo­stałej do spłacenia, ale od… całego długu! Zatem na powyż­szym przykładzie zapłacisz odsetki nie od 950, ale od 1 tys. zł! I tu ważna uwaga: Twoje spłaty pokrywają w pierwszej kolej­ności odsetki następnie ewentualnie prowizję a dopiero na sza­rym końcu samą kwotę zadłużenia (począwszy od najstarszej transakcji).