Dobre pomysły często rodzą się z frustracji

Dobre pomysły często rodzą się z frustracji

Warto zauważyć, że osobista frustracja często może po­móc w znalezieniu ?świetnego pomysłu”. Trzeba tylko być uważnym i świadomym tego, co dzieje się wkoło. Właśnie w ten sposób powstała moja marka farb we wszystkich ulu­bionych przeze mnie kolorach. Świat wokół nas wypełniony jest nieskończoną tęczą barw. Niejednokrotnie zwracałam uwagę na to, jak natura łączy kolory w doskonałej harmonii tonów i odcieni. Przed laty przygotowywałam się do odno­wienia kilku pokoi w domu i kiedy poszłam kupować farby, naturalne kolory, które tak bardzo chciałam mieć, nie były dostępne. Wówczas stało się oczywiste, że jeśli chcę mieć no­we, wzorowane na naturze kolory, będę musiała przygotować własną paletę barw.

Co za znakomity i ekscytujący projekt dla mnie i moich pracowników. Zaczęliśmy od jajek rzadkich okazów egzo­tycznych kur. Skorupki jajek moich kwok Araucan miały wspaniałe odcienie jasnego błękitu, zieleni, delikatnych bieli, nasyconych kremowych i subtelnych beży. Nie widziałam ta­kich kolorów ani na próbkach, ani na półkach mojego lokal­nego sklepu z farbami. Zainspirowana, zaczęłam studiować niuanse odcieni wielkiej muszli morskiej z cętkami pastelo­wych brązów i różowawych korali. Później pozbierałam liście, korę i kamienie. Pocięłam je, oddzielając każdy znaleziony na tych obiektach kolor. Wiele cudownych barw odkryliśmy w sierści moich ośmiu kotów i włochatych pokryciach psów czau-czau. Nie mogłam uwierzyć, że nigdy przedtem nie spojrzałam na świat w ten sposób. Wkrótce mieliśmy 600 po­mysłów na nowe kolory.

Potrzebny był nam do produkcji farb partner, więc zdecydo­waliśmy się na firmę Sherwin-Wiliams ze względu na wysoką jakość produktów i dużą bazę klientów. Moją ulubioną częścią tej historii jest to, że początkowo Sherwin-Wiliams powiedzie­li nam, że ich komputery zawierają katalog wszelkich kolorów, jakie tylko można sobie wyobrazić, i zidentyfikowanie moich odcieni będzie bardzo łatwe. Ale kiedy przynieśliśmy 600 na­szych wzorów, ich komputery zidentyfikowały tylko około 10 odcieni. Do tej pory mamy 416 oryginalnych kolorów farby w stylu Martha Stewart Signature Color Palette i 39 zestawów kolorystycznych, które są wstępnie skoordynowane z całą ko­lekcją wyposażenia domowego Marthy Stewart. Jak widać, ni­gdy nie należy przyjmować tego, co jest dostępne, jeśli się wie, że oferta może być lepsza. W naszym skomplikowanym świe­cie jest jeszcze wiele luk i wiele niezaspokojonych potrzeb.

Doktor Brent Ridge – asystent profesora i specjalista z za­kresu geriatrii na Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku koncentruje się na jednej z takich luk. Podziwiam jego ?świetny pomysł”, ponieważ niczym nowy Edison stara się pomóc i obsłużyć swoich klientów. Wystąpił z interesującym pomysłem, opartym na prostej, ale potencjalnie istotnej kon­statacji, że najwyższy czas, aby zmienić sposób sprzedawania w kraju aparatów słuchowych. Utrata słuchu jest tragedią i bardzo przykro być jej świadkiem. Powszechna niegdyś tyl­ko w wieku starczym, z coraz większą częstotliwością wystę­puje w młodszym pokoleniu wyżu powojennego. Nikt nie lu­bi się przyznawać, że słuch mu tępieje, ale technologia apara­tów słuchowych poprawiła się do tego stopnia, że nowe, maleńkie urządzenia są niemal niewidoczne, łatwe w użyciu i niekrępujące. Są jednak dość kosztowne ? powyżej 5000 dolarów za komplet włącznie z testami i dopasowaniem.

Tak więc doktor Ridge postanowił niejako wynaleźć na nowo cały handel aparatami słuchowymi przez wylansowanie sieci sklepów, które będą stylowe i gościnne, elegancko i no­wocześnie wyposażone, będą dorównywały standardowi no­wych aparatów słuchowych. Doktor Ridge nie tylko rozumie technologię i naukę dotyczącą problemów słuchu, ale jest także uwrażliwiony na ludzką stronę transakcji, włączając psychologię. Czuje, że ludzie są bardziej skłonni wydać pie­niądze, jeśli będą czuli się w jego sklepach podobnie, jak czu­ją się w ultranowoczesnych sklepach ze sprzętem elektronicz­nym czy jakichś innych sprzedających kosztowne produkty. Doktor Ridge, umiejętne podchodząc do problemu niedosły­szenia, przekształcił go w cieszące się powodzeniem przed­sięwzięcie. Być może wraz z jego sukcesem i zwiększoną sprzedażą aparatów słuchowych cena obniży się i będzie bar­dziej przystępna dla portfeli większości ludzi. Tak stało się z oprawkami okularowymi. Ceny spadły w ciągu ostatnich lat i wielu z nas ma teraz kilka par okularów, w różnych kolo­rach i z wyszukanymi oprawkami.

Zrewolucjonizowanie sprzedaży aparatów słuchowych jest wspaniałym pomysłem z wielkim potencjałem, ale należy sobie uświadomić, że jest wiele ?świetnych pomysłów”, które są skromniejsze i nie wymagają poświęcenia całego wolnego cza­su. Jednym z nich był pomysł wdrożony w latach 50. przez Bette Nesmith Graham, bardzo dumną ze swojej pracy, zdol­ną, wykwalifikowaną sekretarkę z Dallas. Kiedy zrobiła błąd w maszynopisie i musiała go poprawić, ślady gumki do wyma­zywania bardzo ją irytowały. Bette, która była też artystką, za­częła w domu eksperymentować z farbami temperowymi, mie­szając je w kuchennym mikserze, aby otrzymać ten sam kolor, jaki miał papier używany w pracy. Wzięła małą butelkę płynu do biura i stwierdziła, że jeśli zamaluje je starannie – błędy ma­szynowe będą niemal niezauważalne. Zrobiło to duże wrażenie na jej koleżankach, które ciągle pożyczały od niej Mistake Out, jak początkowo nazwała swój płyn. Wyrób ten był tak popular­ny, że otworzyła własną firmę, sprzedając swój wynalazek, znany później jako Liquid Paper.

Wspominam tę historię, ponieważ znam współczesną Bet- te Graham – moją utalentowaną i pedantyczną manikiurzystkę – Deborah Lippman. Podobnie jak ja byłam niezadowolo­na z zaoferowanego mi wyboru odcieni farb, Deborah nie by­ła zbyt usatysfakcjonowana wyborem kolorów i jakością lakierów do paznokci oferowanych na rynku. Pracując razem z chemikiem, w kuchni – podobnie jak Bette – zaczęła mie­szać emalie i udało jej się uzyskać lepszą recepturę. Około pięć lat temu z dumą wylansowała Kolekcję Lippman. Debo­rah jest także znakomitą śpiewaczką jazzową i, aby dodać te­mu lakierowi trochę osobistego charakteru, zapożyczyła tytu­ły swoich ulubionych piosenek jazzowych dla nazw takich jak: Makin’ Whoopee i Sophisticated Lady. Wieść o jakości tych lakierów rozeszła się szybko wśród jej klientów i teraz Deborah sprzedaje zarówno lakiery do paznokci, jak i ko­smetyki do pielęgnacji rąk w sklepach Bergdorf Goodman, Sephora, Neiman Marcus, Nordstrom i Henri Bendel.