Czy byłam gotowa przebić Trumpa?

Czy byłam gotowa przebić Trumpa?

Przemysł rozrywkowy jest pełen przedsiębiorców kochają­cych ryzyko. Ludzie niekoniecznie myślą o aktorach, reżyse­rach i producentach jako przedsiębiorcach, ale oni nimi są. Przychodzi im do głowy ?świetny pomysł”, opracowują go, inwestują, hołubią i próbują sprzedać odbiorcom. Jeśli im się uda, mogą odnieść ogromny sukces finansowy i zdobyć sła­wę. Jeśli nie, niektórzy z nich znikają bez wieści. Moja decy­zja współpracy z Markiem Burnettem przy The Apprentice: Martha Stewart i nad nowym, codziennym programem tele­wizyjnym na żywo i z publicznością stanowiła dobrze wykal­kulowane, ale poważne i głęboko osobiste ryzyko dla mnie i dla firmy. Wiązała się również z ryzykiem dla Marka. Wiem, że są ludzie, którzy słysząc, że zgodziłam się na produkcję The Apprentice, drapali się po głowie ze zdumienia. Ale byli też inni, którzy mówili ?świetne”.

MARK BURNETT ?WSKOCZ”

Mark Burnett jako producent Eco-Challenge, Survivor, The Apprentice, The Contender, i Rock Star zrewolucjoni­zował telewizję. Jest nazywany młodym Ojcem Telewizji Fak­tu (Reality Tv), zdobył nagrodę Emmy i znalazł się na liście ?Entertainment Weekly” wśród 101 Najbardziej Wpływo­wych Ludzi w Rozrywce. Całkiem nieźle jak na brytyjskiego spadochroniarza bez wyższego wykształcenia, który przyje­chał do Ameryki, mając 600 dolarów, i który, szukając pracy w telewizji, podawał w życiorysie doświadczenie jako niańka, agent ubezpieczeniowy i sprzedawca koszulek na plaży Veni­ce w Kalifornii.

Jak wielu dobrych przedsiębiorców Mark pokonał liczne przeszkody. Pierwszy raz, kiedy próbował sprzedać swój po­mysł na Survivor, przedstawiciele dwóch stacji telewizyjnych popatrzyli na niego dziwnie i odmówili. Ale jego projekt tak bardzo się uwiarygodnił, że obecnie Mark cieszy się zaufa­niem i ma możliwości finansowania różnego rodzaju inno­wacyjnych pomysłów, wliczając w to współpracę ze mną.

Podczas moich prawnych przejść, ale jeszcze przed pro­cesem sądowym w 2004 roku, zadzwoniła do mnie bliska przyjaciółka z Los Angeles. Rozmawiała z Markiem i on wy­raził zainteresowanie spotkaniem ze mną. Mówiąc szczerze, byłam zaintrygowana, więc zgodziłam się, i Mark przyleciał do Nowego Jorku. Polubiliśmy się natychmiast. Wydał mi się osobą o dobrym charakterze, optymistyczną, wnikliwą, zde­cydowaną i prostolinijną. Choć był bardzo przejęty moimi sprawami prawnymi, nie stanowiły dla niego problemu. Wy­jaśnił, że oglądał moje programy telewizyjne z dużym zainte­resowaniem i aby rozszerzyć formułę Apprentice, szuka ko­biety, która odniosła już sukces w biznesie. To było bardzo udane spotkanie. Później zaprosiłam go wraz z jego przyja­ciółką, śliczną aktorką Romą Downey, do Skylands, mojego domu w Maine. W czasie weekendu odkryłam, że Mark jest także inteligentny, wesoły i bardzo towarzyski. Wiedziałam, że mogę z nim współpracować.

Ponieważ ten rozdział jest o ryzyku, opowiem teraz o na­stawieniu Marka do tego tematu. Mark napisał książkę Jump in! Even If You Don’t Know How to Swim (Wskocz! Nawet jeśli nie umiesz pływać). Opisuje w niej jeżące włosy na gło­wie spotkania ze śmiercionośnymi wężami, monsuny i inne niezwykłe przygody, jakie zdarzyły się w czasie kręcenia pro­gramów Survivor i Eco-Challenge. Czytając książkę, uświa­damiasz sobie, że jest on ciężko pracującą, kochającą przy­gody osobą, która nie obawia się zawierzyć przeczuciom. Sam o sobie mówi: ?działam instynktownie”.

Nawet jeśli taka jest prawda, Mark stal się ekspertem te­lewizyjnym w swojej dziedzinie i nie szczędzi ani pieniędzy, ani wysiłku, aby wnieść do swoich programów wszystko, co najlepsze. To jest coś, co bardzo mnie pociąga. Obydwoje je­steśmy ryzykantami, ale różnimy się w dość podstawowy sposób. Wątpię, bym kiedykolwiek po prostu ?wskoczyła”, nie umiejąc pływać, ale gdybym przeczytała książkę, jak pły­wać, to być może bym się zdecydowała. Mark, kierując się instynktem, wskoczyłby i dopiero wówczas pomyślałby, jak płynąć; w podobny sposób zachowuje się, eksplorując pomy­sły i wybierając projekty. Prowadzi także rozległe badania, upewniając się, że realizuje moje zamierzenia w najlepszy możliwy sposób; tak jak używa mapy i kompasu w czasie swoich zachwycających wypraw. ?Musisz się skoncentrować na wynikach codziennych działań – mówi Mark. – Musisz uważać na każdy krok i sprawdzać, czy jesteś ciągle na szla­ku. Głupi ludzie postanawiają zaryzykować, a później nie uważają. Po prostu ślepo podążają w obranym kierunku”.

Mógłbyś pomyśleć, że zjeżyłam się na pomysł goszczenia w programie The Apprentice. Moja wersja miała być rodza­jem uzupełnienia do oryginalnego i popularnego programu z udziałem Donalda Trumpa. Nigdy nie grałam drugich skrzypiec. MSLO specjalizuje się w tworzeniu i stymulowa­niu pomysłów. Uważałam, że mój przyjaciel Donald w swojej wersji The Apprentice zrobił kawał dobrej roboty. Czy świat chciał, czy nawet potrzebował następnej wersji tego progra­mu? Czy ja naprawdę chciałam naśladować kogoś innego? A co z kontrolą twórczą? Nigdy przedtem nie oddaliśmy jej nikomu. Czy możemy zaufać standardom Marka? Czy jego wymagania okażą się równorzędne z moimi? Czy jego spo­sób działania pokaże moją firmę z najlepszej strony?

Polubiłam i obdarzyłam szacunkiem Marka Bur netta od pierwszej chwili. Jego próba przekonania mnie do The Apprentice uczyniła mnie jego klientką i związała z nim. Kie­dy byłam w Alderson, odwiedził mnie kilka razy. W rozmo­wie zainspirował mnie do myślenia o różnego rodzaju no­wych rzeczach, których moglibyśmy spróbować w nowym programie na żywo, i zgodziłam się, aby został moim produ­centem wykonawczym. Przekonał mnie, że jest rzeczywiście ekspertem w przygotowaniu reality show, że jego etyka pracy jest nienaganna, a instynkt nieomylny. Wydawało się także, że rozumie rozległe pole działania mojej firmy, podczas gdy wiele innych osób miało z tym problem. ?Ludzie mówili mi, że praca z Marthą to ryzyko – wspomina dziś Mark. – Wi­działem jednak, że jej marka ma o wiele więcej spójności i potencjału rozwojowego, niż powszechnie sądzono. Przyj­rzałem się sytuacji i stwierdziłem, że się uda”.

Praca z Markiem pociągała za sobą pewne interesujące dla mnie decyzje dotyczące mojego wizerunku. Po pierwsze, mówiliśmy o pokazaniu mojej osobowości w programach te­lewizyjnych w zakresie większym niż dotychczas. Mark, po spędzeniu wielu godzin na oglądaniu moich taśm, uznał, że robiłam wrażenie znacznie bardziej zrelaksowanej, kiedy wy­stępowałam jako gość w programach innych ludzi, takich jak: David Letterman, Jay Leno i Conan O’Brian. Przytoczę kilka innych szczegółów, jakie zauważył: lubię się pośmiać, uwielbiam dobry, psotny żart. Lubię trochę się powygłupiać. Uznał, że należy pokazać mnie także z tej strony. Mark i ja podjęliśmy dobrze wyliczone ryzyko, że nowa, bardziej spontaniczna forma z udziałem publiczności będzie dla mnie wspaniałym sposobem powrotu po wszystkich trudnych do­świadczeniach.

Kiedy doszło do kręcenia The Apprentice: Martha Ste­wart, zdałam sobie sprawę z przydatności tego programu. Uświadomiłam sobie, że zapewni nam innego rodzaju plat­formę do zaprezentowania doskonałości firmy, jej filozofii, przekonań i przywiązania do ?dobrych rzeczy”. Stało się ja­sne, że w ramach ?amerykańskiego snu” stworzyliśmy nie­zwykle oryginalną, bardzo amerykańską firmę. Tak się cie­szę, że ja i Mark zdecydowaliśmy się zaryzykować i że ra­zem wzięliśmy udział w tej telewizyjnej przygodzie. Mark ma ulubione powiedzenie, rodem z Północnej Afryki, które powtarza wszystkim ambitnym przedsiębiorcom, chcącym pójść w jego ślady: ?Zanim wybierzesz się w drogę, wybierz dobre towarzystwo”.