Pamiętaj swój PIN!

Pamiętaj swój PIN!

Przyzwyczaiłeś się na pewno, że robiąc zakupy kartą debeto­wą posługujesz się tylko własnoręcznym podpisem. Kasjerka sprawdza go ze wzorem umieszczonym na rewersie karty i jeśli nie ma co do niego wątpliwości, zatwierdza transakcję.

Jednak ten sposób akceptacji kart jest już uważany za ar­chaiczny. W Polsce śladem rozwiązań zachodnich na jesieni ubiegłego roku zaczęto wprowadzać system autoryzowania transakcji bezgotówkowych przy użyciu kodu PIN — tego sa­mego, który wykorzystujesz do wypłat z bankomatów.

Proces przejścia od podpisu do PIN-u jest długotrwały i wymaga wymiany terminali POS w punktach handlowych. Ale już teraz powinieneś być przygotowany, że zwłaszcza w dużych supermarketach czy centrach handlowych będziesz musiał wstukać PIN.

W przypadku kart Maestro jest to już obowiązkowe – bo tak życzy sobie organizacja Europay. Z kartami VISA Electron może być różnie, gdyż ewentualny obowiązek wprowadzania PIN-u zależy od banku-wydawcy karty.

Zapoznaj się z ekranem

Zapoznaj się z ekranem

A więc udało się. Stanąłeś przed obliczem bankomatu. Co da­lej? Przede wszystkim musisz się upewnić, czy to urządzenie w ogóle działa. Brzmi to dziwnie? Być może, ale wierzcie mi, że czasem można mieć wątpliwość, czy bankomat funkcjonuje normalnie.

Oczywiście aktywny bankomat to ten, na którego ekranie coś się dzieje. Jeśli ekran pozostaje czarny (nawet po wciśnię­ciu kilku klawiszy), możesz mieć pewność, że urządzenie po prostu wysiadło. I niczego tu nie zmieni wciskanie na siłę kar­ty w szczelinę — co najwyżej możesz ją uszkodzić.

Ekran może Cię powitać wieloma różnymi komunikatami. Jeśli masz pecha, przeczytasz, że „bankomat jest chwilowo nie­czynny”. Jak na urządzenie typowo matematyczne, taka miara czasu jest zadziwiająca. Niestety należy założyć, że ta chwila to „więcej niż trzy momenty”. Jeśli bankomat nie stoi w od­dziale banku (i to jeszcze takim, który akurat jest otwarty), przerwa może równie dobrze potrwać kwadrans, parę godzin i dwa dni. Należy się z tym pogodzić, że — choć komunikat na ekranie brzmi dość optymistycznie — bankomat po prostu nie działa i nie ma po co tracić przy nim czasu.

Co zawodzi? Wiele rzeczy. Często szwankuje łączność ma­szyny z siecią komputerową. Czasami zdarza się awaria samego urządzenia — tzw. planowa, albo też wywołana atakiem wan­dali, którzy chcieli sprawdzić, czy z tej szafy jednak nie da się wycisnąć trochę kasy. Czasem bankomat przestaje funkcjono­wać, bo po prostu zabrakło mu gotówki.

Dodatkowe zabezpieczenia

Dodatkowe zabezpieczenia

Nieliczna grupa banków wprowadziła dodatkowe zabezpie­czenia na wypadek utraty karty i jej użycia przez złodzieja. Za­wsze jednak są to usługi dodatkowe, za które płacisz bankowi co miesiąc.

Citibank wprowadził formułę, w której przejmuje odpowie­dzialność za wszystkie transakcje poczynione skradzioną Ci kar­tą na 48 godzin przed otrzymaniem od Ciebie zastrzeżenia. Twój udział własny określono tu na 1 tys. zł. Zatem do tej kwoty odpowiadasz Ty, a „nadwyżkę” pokrywa bank. Nie­ważne więc, czy złodziej zrobił sobie dzięki Twojemu „plasti­kowi” zakupy na 1,5 tys. zł czy 10 tys. zł. Ty zawsze odpo­wiadasz za pierwszy 1 tys. zł. Za luksus tego ubezpieczenia płacisz Citibankowi 6,5 zł miesięcznie.

Pekao SA ma usługę węższą, ale także atrakcyjną. Bank przejmuje odpowiedzialność za transakcje kartą od chwili zgłoszenia jej utraty, a także – do wysokości dostępnego limi­tu — za transakcje wykonane na godzinę przed zgłoszeniem. Tu stawka miesięczna wynosi 2,40 zł za każdą kartę.

Tajemnice przeliczeń

Tajemnice przeliczeń

Transakcje zagraniczne wiążą się zawsze (przynajmniej do cza­su, gdy Polska wejdzie do strefy euro i rozstaniemy się ze zło­tówkami) z przeliczeniami walutowymi. To, po jakim kursie Twoje wydatki zostaną wymienione na złote, jest tak napraw­dę wielką niewiadomą. Wszystko staje się jasne dopiero z chwilą otrzymania comiesięcznego wyciągu z banku, zawiera­jącego zestawienie Twoich zagranicznych zakupów.

Przyzwyczaj się jednak do myśli, że kurs wymiany może być dla Ciebie znacznie mniej atrakcyjny od tego, który znasz np. z kantoru wymiany walut. Po drugie, „po drodze” banki doli­czą sobie 1—2%. prowizji za wymianę walut.

Przy transakcjach zagranicznych uwidacznia się jedna z róż­nic między systemami Europay i VISA. W systemie Europay transakcje zagraniczne są bezpośrednio przeliczane na złote, a w systemie VISA najpierw są zamieniane na dolary amery­kańskie, a dopiero później na złotówki.

Jak to wygląda w praktyce? VISA przelicza Ci np. marki niemieckie na dolary, a następnie bank przelicza dolary na zło­tówki (przy każdej transakcji pobierana jest prowizja). W przypadku kart Ec/MC Europay w Europie waluty Unii Monetarnej przelicza się na euro (bez prowizji, bo tu kursy są stałe i niezmienne), a Twój bank przelicza z euro na złotówki.

Te podwójne przeliczenia nie muszą jednak oznaczać, że VISA jest „droższa” w obsłudze. Tak naprawdę, najwięcej za­leży od tego, jak Twój bank przelicza waluty, a na to nie masz żadnego wpływu.

Rada: zawsze warto mieć przy sobie trochę gotówki — al­bo lokalnej waluty, kupionej w polskim kantorze wymiany wa­lut, albo — jeśli to pierwsze nie jest możliwe — dolarów amery­kańskich czy marek niemieckich (te ostatnie znikną w 2002 r., ustępując miejsca euro). Kwota nie powinna być zbyt duża, ale wystarczająca na drobne zakupy.

Karty niezależne i samorządne

Karty niezależne i samorządne

Jak już wiesz, karty debetowe są po prostu podwiązane do konta osobistego. Bywają jednak wyjątki – karty, dla których prowadzone są specjalne rachunki. Przykładem np. karty VISA

 

Classic w Pekao SA. Są to właściwie dwie karty – jedna do transakcji złotówkowych, druga do walut obcych, których wy­danie wiąże się z otwarciem nowych rachunków (odpowiednio — złotówkowego i dolarowego) i wpłaceniem na nie przynaj­mniej właściwie minimalnych kwot. Możesz następnie używać tych kart do transakcji w Polsce (karta złotówkowa) i za grani­cą (karta dolarowa) — ale tylko do wysokości środków, które leżą na rachunkach.

Czy to wygodne? — niespecjalnie. Masz dwie karty i dwa różne PIN-y, czyli ryzyko ewentualnych kłopotów związanych z utratą karty lub pomyleniem PIN-ów jest znacznie większe. Ale jeśli ktoś chce wyraźnie rozdzielić swoje wydatki za grani­cą (np. w czasie urlopu) od tych krajowych, to proszę bardzo! Poza tym dolarowa karta VISA Classic może być przydatna, jeśli chcesz kupować w zagranicznym sklepie internetowym. Płacisz od razu w dolarach (unikasz przeliczeń walutowych, na których zawsze się traci), a poza tym ryzykujesz tylko pieniędz­mi, które masz na rachunku (w przypadku kart obciążeniowych czy kredytowych konsekwencje kradzieży internetowej mogą być znacznie groźniejsze).

 

Bez VISY ani rusz?

Bez VISY ani rusz?

Jeszcze kilka lat temu wiele polskich banków wystawiało karty, nie powiązane z organizacjami płatniczymi. Ale w miarę, jak popularność „plastików” rosła, nasze banki zaczęły przystępo­wać do organizacji międzynarodowych i dziś trudno sobie wyobrazić bank nie będący członkiem organizacji VISA czy Europay (często zresztą obu jednocześnie).

Bardzo często zadawane pytanie brzmi – „które karty są lepsze: VISA czy MasterCard?”. Muszę Cię rozczarować, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie ma bowiem jednej VISY, tak jak nie ma jednego rodzaju MasterCarda. Wszystko tak naprawdę zależy od oferty konkretnego banku, bo warun­ki używania kart mogą być — nawet wśród najbliższych konku­rentów — bardzo zróżnicowane.

Jeśli zaś chodzi o funkcjonalność, to oba systemy kartowe są — zwłaszcza w Europie — podobnie popularne. W Polsce również: choć nieco więcej bankomatów obsługuje karty VISA, to obie czołowe organizacje mają „w sieci równie wie­le punktów handlowych…

Wymiana w trakcie roku

Wymiana w trakcie roku

Czasem zdarza się, że chcesz albo musisz wymienić kartę przed upływem terminu jej ważności. Powody mogą być bardzo po­ważne (karta jest uszkodzona, pęknięta, rozwarstwiła się, pa­sek się rozmagnesował), ale i bardziej prozaiczne (karta jest poplamiona, jej użytkowniczka wyszła za mąż i zmieniła nazwi­sko, zdjęcie zamieszczone na karcie jest już nieaktualne etc.).

Oczywiście w zależności od przyczyny bank potraktuje Cię w taki czy inny sposób. Karty, których paski przestały funkcjo­nować, są z reguły wymieniane bezpłatnie. Wystarczającą „ka­rą” jest dla Ciebie to, że przez kilka-kilkanaście dni nie możesz się posługiwać kartą.

Ale już powód w rodzaju „mechanicznego uszkodzenia kar­ty” nie zwalnia Cię z opłat. W Banku Śląskim za nową kartę VISA Electron zapłacisz 6 zł, ale już w Millennium wymiana VISA Classic będzie Cię kosztowała dokładnie tyle samo, co wydanie zupełnie nowej karty (90zł)l

Zwróć uwagę, że wymieniając kartę przed terminem, nowy „plastik” będzie miał dokładnie taki sam termin ważności, jak stary. Te banki, które wydadzą Ci kartę z nowym terminem ważności, z reguły każą Ci płacić na podobnych zasadach jak Millennium.

Naprawdę konstruktywna krytyka

Naprawdę konstruktywna krytyka

Jeśli chodzi o zarządzanie, to kieruję się instynktem. Szu­kam rad i zbieram je, ale to ja ponoszę odpowiedzialność za to, co moje przez lata nabywane instynkty nakazują mi zrobić – w sprawach dotyczących strategii, kierunku, ludzi. Takie jest życie przedsiębiorcy. Właściciel firmy jest odpowiedzialny za wizję i za sposoby jej realizacji.

 

Jedną z nieco kontrowersyjnych technik zarządzania, w którą ja akurat wierzę, jest stała, wewnętrzna krytyka na­szych wyrobów. Zawsze surowo oceniamy każde wydanie ?Martha Stewart Living” i szczerze mówiąc, przypuszczam, że mój zespół czeka na te sesje. Jest dla nich bowiem bardzo ważne, żebyśmy się stale wzajemnie korygowali, i starannie unikają potem powtarzania wskazanych błędów. Tylko przez otwartą dyskusję na temat tego, co działa, a co nie, zespół może się rozwijać. Kilku moich dyrektorów kwestionuje to podejście. Uważają, że te sesje zniechęcają niektórych pra­cowników lub ranią ich uczucia. Ja sądzę, że im częściej od­bywają się takie otwarte dyskusje, tym łatwiej jest ocenić kul­turę środowiska. Wiem, że wymagam od siebie samej więcej, niż kiedykolwiek wymagałam od moich pracowników. Wie­rzę, że to właśnie jest podstawą tworzenia wysokich standar­dów i, co nawet ważniejsze, jakiejkolwiek zmiany. Twoi pra­cownicy potrzebują przewodnictwa, aby poprawiać się i osią­gać nowe, wyższe poziomy. Jeśli opierasz się zmianom lub je odrzucasz, możesz równie dobrze porzucić biznes. Musisz umieć się zmieniać!

Buduj Swoją renomę eksperta

Buduj Swoją renomę eksperta

Jak wspominałam wcześniej, miałam szczęście znać osobi­ście wiele bardzo kreatywnych osób, które wystartowały z własną firmą. Wielu z tych przedsiębiorców wzniosło się do rangi ekspertów dzięki pisaniu książek lub felietonów do cza­sopism. Jeśli możesz znaleźć sposób na połączenie takiej działalności z prowadzeniem własnej firmy, gorąco polecam. Po napisaniu Entertaining co roku, przez 11 lat, publikowa­łam jedną książkę. Każda z nich przyczyniała się do wzmoc­nienia mojej pozycji jako eksperta w różnych dziedzinach związanych z obszarem moich pasji. Każda przyniosła mi no­wą falę rozgłosu, co z kolei pozwalało na przedstawianie co­raz nowszych zamierzeń MSLO i powiększanie naszego wkładu w życie gospodyń domowych. Sara Foster napisała kilka książek kucharskich, tak samo zrobili bracia Lobel. Dan Hinkley napisał dwie świetne książki i Joelle Hoverson przy­gotowała przepięknie ilustrowaną publikację o upominkach robionych na drutach. To jest kolejny przykład współdziałania w akcji. Kiedy jesteś ekspertem, media same przychodzą do Ciebie, a ich zainteresowanie służy wzmocnieniu Twojego podstawowego biznesu.

CZY STAĆ CIĘ NA REALIZACJĘ TWOJEGO POMYSŁU?

CZY STAĆ CIĘ NA REALIZACJĘ TWOJEGO POMYSŁU?

Wiele udanych przedsięwzięć wystartowało powoli i z nie­wielką ilością kapitału. W Dolinie Krzemowej od dawna ist­nieje tradycja ?garażowych wynalazców”, takich jak nieżyjący już Bill Hewlett i David Packard. Zaczynali, spawając tanie elementy i majsterkując w swoich garażach. W końcu stwo­rzyli firmę Hewlett-Packard, obecnie legendę świata kompu­terów. Podobnie było z wieloma programami komputerowymi – zostały stworzone przez ludzi z wizją, pracujących samot­nie w domach przy swoich komputerach. Jeśli znasz zdeter­minowaną kobietę, bez przerwy coś gotującą, nie lekceważ tego, co ona może wymyślić!

Są także przedsięwzięcia, które wymagają znaczącego na­kładu finansowego przed pojawieniem się pierwszych klien­tów. Otwarcie sklepu detalicznego wymaga wynajęcia lokalu, płatności za świadczenia, ochrony, ubezpieczeń i oczywiście towarów i sprzedawców. Niektóre zakłady usługowe, na przykład pralnia chemiczna, potrzebują kosztownego wypo­sażenia. Musisz patrzeć realistycznie na swoje możliwości i ostrożnie je przestudiować.

Znowu wspomnę o moim pierwszym przedsięwzięciu. Po­między otwarciem firmy cateringowej a otwarciem restauracji jest ogromna różnica. Miałam zyski na początkowych zamówie­niach cateringowych, pomimo że zarabiałam tylko 12-15 dola­rów od osoby, ponieważ prowadziłam działalność z mojej wła­snej kuchni. Na każde zamówienie wynajmowałam stoły, krze­sła, obrusy oraz zastawę i wliczałam ten koszt do ceny usługi. Wiedziałam dokładnie, ile osób będę obsługiwać, i robiłam od­powiednie zakupy żywności i napojów. Wymagałam od moich pracowników kuchni, aby byli bardzo ostrożni w przygotowy­waniu składników. Dawałam im nawet instrukcje, jak dużo od­ciąć z końców fasolki szparagowej i jak kroić pomidory, aby zmniejszyć ilość odpadów. Oczywiście, kiedy interes zaczął się rozwijać, musiałam zainwestować w wyposażenie i przyjąć wię­cej pracowników, ale nie zaciągnęłam długu. Byłam w stanie rozwijać mój biznes przez inwestowanie zysków.

Kalkuluj realistycznie i oszczędnie, bądź praktyczny i no­watorski!